W czerwcu wystąpiłam na GIRLBOSSKIE SUMMIT, wydarzeniu towarzyszącym konferencji „Jestem Interaktywna: AI i automatyzacje w biznesie online”. Mój temat brzmiał: Metoda S.I.M.P.L.E., czyli 6 kroków do uporządkowanego biznesu, który można skalować i automatyzować.
Wybrałam go świadomie, bo widzę pewien schemat, który powtarza się w małych firmach od kilkunastu miesięcy. Przedsiębiorczyni czuje, że tonie w zadaniach, więc sięga po nowe narzędzie. Potem po kolejne. Włącza automatyzację, podpina AI, buduje sekwencje. Po miesiącu okazuje się, że pracy nie ubyło, tylko doszła nowa warstwa rzeczy do ogarnięcia.
Powód jest prosty. Automatyzacja niczego nie naprawia. Ona przyspiesza to, co już masz. Jeśli proces jest niejasny, automatyzacja da Ci szybszy bałagan, tylko lepiej opakowany. Dlatego powtarzam, że nie warto standaryzować chaosu, a tym bardziej go automatyzować.
Podczas prelekcji pokazałam, jak wygląda kolejność, która naprawdę działa. Najpierw zobaczyć, co się w firmie dzieje. Potem uprościć i wyrzucić to, co nie jest potrzebne. Dopiero na końcu ustandaryzować i przekazać maszynie albo człowiekowi. Sześć kroków metody S.I.M.P.L.E. właśnie po to powstało, żeby ta kolejność była oczywista i żeby dało się przez nią przejść bez korporacyjnego aparatu i bez miesięcy analiz.
Podkreśliłam też jedną rzecz, o której rzadko się mówi na konferencjach o technologii. Skalowanie nie zaczyna się od narzędzi. Zaczyna się od tego, czy Twoja firma umie zrobić to samo dwa razy tak samo dobrze bez Ciebie. Jeśli nie, żadne AI tego nie załatwi.
Cieszę się, że mogłam pokazać tę perspektywę w gronie, w którym technologia była tematem numer jeden. Bo im szybsze mamy narzędzia, tym bardziej opłaca się wiedzieć, co dokładnie chcemy nimi przyspieszyć.


