Byłam jedną ze sponsorek Konferencji Jestem Interaktywna organizowanej przez Olę Gościniak. To jedno z największych wydarzeń online dla przedsiębiorczyń w Polsce, z publicznością liczoną w tysiącach.

Przy wydarzeniu online sponsoring wygląda inaczej niż na sali. Nie ma rollupu, przy którym ktoś się zatrzyma, ani rozmowy w przerwie na kawę. Zostaje wzmianka i materiał, który trafia do uczestników. I to właśnie ten materiał decyduje o wszystkim.

Bo prawda jest taka, że samo logo na slajdzie nikogo nie obchodzi. Przewija się i znika. Jedyne, co zostaje po sponsorze, to odpowiedź na pytanie: czy dostałam od tej osoby coś, co realnie mi pomogło.

Dlatego traktuję sponsoring wydarzeń online jako test własnej oferty na zimnej publiczności. To ludzie, którzy mnie nie znają, nie obserwują i nie mają powodu, żeby dawać mi kredyt zaufania. Jeśli materiał, który dostają, jest za ogólny albo zbyt oczywisty, po prostu nic się nie wydarzy. Jeśli rozwiązuje konkretny problem, część z nich zostaje na dłużej.

Jeśli rozważasz sponsoring wydarzenia online, warto sprawdzić trzy rzeczy.

Czy Twój materiał jest domknięty. Nie zajawka i nie spis treści, tylko coś, co ktoś może wykorzystać tego samego dnia i poczuć różnicę.

Czy prowadzi gdzieś dalej. Materiał bez naturalnej kontynuacji to prezent bez ciągu dalszego. Nie chodzi o nachalną sprzedaż, tylko o to, żeby osoba, której pomogłaś, wiedziała, co może zrobić następnie.

Czy jesteś w stanie obsłużyć odzew. Przy dużym wydarzeniu odpowiedzi potrafią przyjść falą. Jeśli nie masz przygotowanego procesu, część z nich po prostu przepadnie i cały wysiłek pójdzie na marne.

To ostatnie zdarza się najczęściej i jest najbardziej bolesne. Widziałam wielokrotnie sytuację, w której ktoś zainwestował w widoczność, a potem nie odpisał na połowę wiadomości, bo utonął. Widoczność bez procesu obsługi to strata pieniędzy.