8 grudnia w Poznaniu odbyła się Konferencja GIRLBOSSKIE połączona z galą Kursory Roku. Byłam partnerką tego wydarzenia.
Partnerstwo różni się od sponsoringu jedną rzeczą i warto ją nazwać, bo w małym biznesie zmienia całą kalkulację. Sponsor daje budżet. Partner wnosi wartość i dostaje w zamian dostęp do społeczności. To wymiana, a nie transakcja.
Dla jednoosobowej firmy ta różnica jest kluczowa, bo budżetu marketingowego z prawdziwego zdarzenia zwykle nie ma. Ale wartość jest prawie zawsze. Tylko trzeba wiedzieć, jaka.
W moim przypadku to jest to samo, co robię dla klientek: porządek. Wiedza o tym, jak poukładać procesy, żeby firma przestała opierać się na improwizacji. Nie jest to najbardziej efektowny wkład na tle prelekcji o sprzedaży i AI, ale okazuje się potrzebny każdej osobie, która po konferencji wraca do biurka i musi to wszystko jakoś ogarnąć.
Jeśli zastanawiasz się nad partnerstwem przy jakimś wydarzeniu, zacznij od trzech pytań.
Co konkretnie wnosisz. Materiał, narzędzie, konsultacje, obsługa jakiegoś obszaru organizacji. Musi to być coś, czego organizator naprawdę potrzebuje, a nie coś, co Tobie akurat wygodnie oddać.
Czy publiczność wydarzenia to Twoje klientki. Nie ludzie z Twojej branży, tylko osoby z problemem, który rozwiązujesz.
Czy udźwigniesz odzew. Przy dużym wydarzeniu wiadomości potrafią przyjść falą. Bez przygotowanego procesu obsługi część z nich przepadnie, a Ty zostaniesz z poczuciem, że nic z tego nie wyszło.
I jedna uwaga, która wynika z mojej codziennej pracy. Widoczność bez procesu jest kosztem, nie inwestycją. Zanim zawalczysz o obecność na dużym wydarzeniu, sprawdź, czy masz działającą stronę, jasną ofertę i sposób, w jaki ktoś zainteresowany może z Tobą pójść dalej. To nudna część, ale to ona decyduje o wyniku.
Gratuluję organizatorkom, prelegentkom i laureatom Kursorów Roku. Dziękuję za wydarzenie, które od lat pokazuje, że kobiece biznesy nie muszą rosnąć w samotności.

