Jako liderka poznańskich spotkań Girlbosskie MeetUp mam przyjemność raz na jakiś czas robić coś, czego w mojej codziennej pracy jest mniej: nie mówić, tylko stworzyć przestrzeń, w której mówią inne.

28 maja spotkałyśmy się w kawiarni Różove w Poznaniu. Tematem był marketing, ale nie ten obudowany żargonem i wskaźnikami. Taki, który da się wdrożyć następnego dnia po powrocie do biurka.

Prelekcję poprowadziła Monika Wojnowska-Kubacka, marketingowczyni z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem zdobytym przy dużych, rozpoznawalnych markach. Zamiast ogólnych rad uczestniczki dostały gotowy plan tworzenia strategii, krok po kroku. Na koniec zostawiła nas z jednym pytaniem: czy mój marketing ma strategię, czy tylko listę przypadkowych działań.

To pytanie zostało ze mną na dłużej, bo w moim świecie brzmi dokładnie tak samo, tylko o procesach. Czy moja firma ma system, czy tylko listę rzeczy, które akurat robię. Chaos w marketingu i chaos operacyjny mają jedno źródło: brak decyzji o tym, czego nie robimy.

Po prelekcji przyszedł czas na to, po co naprawdę organizuję te spotkania. Każda z uczestniczek mogła opowiedzieć o sobie, swoim biznesie i wyzwaniach, bez pośpiechu i bez oceniania. Były kobiety z różnych branż i na różnych etapach drogi, a i tak szybko okazało się, że łączy je więcej, niż dzieli: podobne pytania i potrzeba bycia wśród tych, które rozumieją. Kilka osób umówiło się na kolejną kawę, żeby dokończyć tematy, na które zabrakło czasu.

To jest dla mnie miara sensu takiego spotkania. Nie liczba osób na sali, tylko liczba rozmów, które toczą się dalej, kiedy wszystkie już się rozejdziemy.

Prowadzenie MeetUpów daje mi coś jeszcze. Słyszę na żywo, z czym naprawdę mierzą się właścicielki małych firm, zanim to trafi do mojej pracy konsultingowej. I za każdym razem potwierdza się to samo: rzadko brakuje im wiedzy. Brakuje im prostego planu i zgody na to, żeby nie robić wszystkiego naraz.

Dziękuję każdej, która przyszła. Widzimy się na kolejnym spotkaniu.